o oczekiwaniach wobec kobiet słów kilka

Zazwyczaj stoję twardo na stanowisku, że kobietom w Europie (przynajmniej Zachodniej i Środkowej, ze Wschodnią bym się zastanowiła), a w szczególności w Polsce (bo tu mieszkam) nie należy się jakieś szczególne traktowanie tylko i wyłącznie z racji tego, że są kobietami. Co innego, gdy pełnią określone role społeczne, np. matkom należą się urlopy macierzyńskie, paniom, pracującym w służbach mundurowych – specyficzny zakres praw i obowiązków, wynikających z wykonywanej przez nie pracy (ogólnie nie bardzo lubię jak mi ktoś w dowód osobisty zagląda, ale będąc członkiem społeczeństwa uznaję prawo pani policjantki do wylegitymowania mnie) itp. Generalnie uważam (upraszczając wielce), że to funkcja jednostki w społeczeństwie, a nie płeć powinna decydować, co się takiemu człowiekowi należy (i nie, nie uważam, żeby urzędnikom państwowym, lekarzom czy policjantom z drogówki należały się łapówki), a czego się od niego wymaga, czego oczekuje. No właśnie… oczekiwania…

Nie wiem jak to jest mieszkać w metropolii. Całe życie spędziłam w nie za małym, choć czasami za ciasnym mieście na B. Z perspektywy B-miasta i własnej osoby obserwowałam (i nadal obserwuję) B-Polskę. To taka przedziwna kraina, która, niezależnie od starań swoich obywateli i możnowładców przez A-Polskę wciąż jest postrzegana jako zaścianek. W B-Polsce brak metropolii, ale małych miasteczek i wsi jest u nas pod dostatkiem. Wbrew myśleniu A-Polaków, czas się tutaj nie zatrzymał (no dobra są takie miejsca, gdzie się zatrzymał). Wieś to już nie koń w polu, ale John Deere ( w skromniejszym wydaniu zaś stary, dobry Ursus), obok tradycyjnych, drewnianych, podlaskich domów, jak grzyby po deszczu wyskakują nowoczesne dacze i inne rancza miastowych, uciekających w weekendy przed spalinami i hałasem. Budowane dawno temu, czynem społecznym, wiejskie świetlice zyskały nowy wygląd, dzięki unijnym funduszom, a mieszkanki wsi, nie w pocie czoła i zgięte w pół, ale z podniesioną głową i wyprostowane jak struna zajmują się już nie tyle gospodarstwem (choć i takie się zdarzają), ile biznesem i organizowaniem życia kulturalnego w swojej miejscowości. Podobnie dzieje się w małych miasteczkach. Unijne pieniądze działają cuda! Remontowane są zabytki (często sakralne) i budynki użyteczności publicznej, liczba rond na małomiasteczkowych ulicach pobiła już wszelkie rekordy, kwitnie życie towarzyskie, rozwija się działalność artystyczna, miejscowe szkoły chętnie angażują się w projekty związane z przestrzenią, w której funkcjonują, z małą ojczyzną. W większych ośrodkach miejskich też się dzieje unijnie – ścieżki rowerowe, wyremontowane drogi, wyższe uczelnie, nacisk na rozwój nowych technologii, zadbane centrum, galerie, teatry, filharmonie, nawet opera wyrosła! B-Polska się zmienia, choć A-Polska nie dostrzega tego lub dostrzega sporadycznie.

Problem polega na tym, że za zmianami zewnętrznymi nie zawsze idą zmiany wewnętrzne. Podkreślę raz jeszcze NIE ZAWSZE. Rzeczywiście, ludzka mentalność się zmienia, ale zmienia się znacznie wolniej niż płyną do Polski unijne fundusze. Zaczęłam od oczekiwań wobec kobiet… Cóż, mam wrażenie, że w tej kwestii w B-Polsce zmienia się niewiele. Kobieta to w wielu miejscach wciąż gorsza odmiana człowieka. Ma być cicha, spokojna i bez szemrania znosić swój los, a jej los w B-Polsce bywa różny. W nie za małym, choć czasami za ciasnym mieście na B. wcale nie jest tak najgorzej. Nawet całkiem przyzwoicie jest. Kobietę zaczyna się w końcu traktować jak partnera do rozmowy, a nie tanią siłę roboczą. Są możliwości samorozwoju, choć z pracą bywa różnie (ale to akurat dotyczy nie tylko kobiet). Gorzej rzecz się ma w mniejszych społecznościach. Tam w cenie wciąż jest uległość, a prawdziwa kobieta to ta, która wyjdzie za mąż, urodzi dzieci, zajmie się domem i będzie z uśmiechem na ustach spełniać zachcianki męża. Aha! Zapomniałam o pobożności – to też ważny element wizerunku „dobrej kobiety”. Nie, żebym miała coś przeciwko. Jeśli kobieta sama, z własnej woli wybiera takie życie i czuje się w nim spełniona to fantastycznie! Pytanie brzmi – ile z nich rzeczywiście samodzielnie takiego wyboru dokonało?

Presja otoczenia w małej miejscowości to coś strasznego i nikt, kto tego nie doświadczył, nigdy owego zjawiska nie pojmie. Miejsce, gdzie wszyscy o wszystkich (prawie) wszystko wiedzą, gdzie wszyscy oczekują, że kobieta pójdzie jedną, konkretną, schematyczną ścieżką, to nie są warunki, w których można pokazać swoją oryginalność, rozwijać talenty, dążyć do niezależności. Masz trzydzieści lat i nie wyszłaś za mąż? Jesteś starą panną i coś musi byś z tobą nie tak, skoro żaden cię nie zechciał! Nie masz dzieci? Co z ciebie za kobieta?! Jakaś uszkodzona chyba! Nie chodzisz w niedzielę do kościoła? Bezbożnica! Córka szatana! Ubierasz się inaczej niż twoje koleżanki? Co za dziwadło! Chcesz założyć własną firmę? Chyba, że sklep spożywczy otworzyć, bo tak to kto by tam co chciał kupować u niej? No przecież nie te „bohomazy”, co to je u siebie na ścianach wiesza! Mieszkasz z facetem bez ślubu? Tfu! Ladacznica! Dziwka! Zapisałaś się na kurs grafika komputerowego? Baba to winna w domu z dzieciakami siedzieć, a nie się szlajać nie wiadomo gdzie i po co! Nie ugotowałaś mężowi obiadu, bo uczyłaś się do egzaminu? Studia studiami, ale chłop winien mieć strawę na stole, kiedy z roboty zmęczony wraca! Zgwałcona zostałaś? Sama zasłużyła! Jak suka nie da, to pies nie weźmie!

Myślicie, że przesadzam? Chciałabym! Sytuacje, o których wam napisałam dzieją się obok mnie. Tak, ta ostatnia, najbardziej brutalna też się wydarzyła. Oczywiście rzeczywistość się zmienia, ludzie częściej dziś akceptują inną, aniżeli tradycyjna, rolę kobiety. Pani fotograf we wsi nie budzi już takiego zdziwienia, a doktorantka, prowadząca badania niezbędne do napisania pracy, nawet wzbudza pewien szacunek. Tyle, że to wciąż za mało. Jest niestety mnóstwo młodych kobiet, które nie mają możliwości wyjazdu do większego miasta, które zostają w małej wsi czy miasteczku, gdzie każda, podejmowana przez nie próba usamodzielnienia się, zdobycia wykształcenia, rozwijania swoich pasji jest tłamszona w zarodku. Nie wszystkie mają siłę, by uciec. Nie wszystkie mają siłę, by, mimo presji otoczenia, walczyć o takie życie, jakiego pragną.

Jak wspomniałam, nie uważam, by kobietom należały się specjalne względy dlatego, że są kobietami i nie wymagam takowych również dla kobiet, mieszkających w małych społecznościach. Wystarczy, że przestanie się je bombardować schematami i pozwoli pójść własną drogą, a zamiast okazywać pogardę, okaże odrobinę szacunku, należną każdemu człowiekowi.

Foto: Andrzej Petelski

Join the discussion

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *