po jedenastu latach

Obejrzałam film ze studniówki. Mojej. Jedenaście lat temu to było…

Na filmie wszyscy piękni, młodzi, roześmiani, ja dwa rozmiary (spodni) większa. Ze trzy małżeństwa naliczyłam z ówczesnych par powstałe. W tle jakiś kawałek Jeden Osiem L, „Facet to świnia”, nieśmiertelne „Y.M.C.A.” i jak na Podlasie przystało „Biełyje rozy”. Sukienki balowe, długie. Głównie bordowe, brązowe i niebieskie, fryzury obsypane brokatem. Jeśli chodzi o panów – zdaje się, że właśnie był szał na czerwone koszule. Na parkiecie wygibasy takie ludzie wyczyniali, że chyba by mi dzisiaj kręgosłup strzelił. Dla większości to był pierwszy taki bal. Wszyscy jacyś nieporadni byliśmy, niepewni, a jednocześnie prawdziwi tacy z tym swoim młodzieńczym optymizmem, wiarą w świat i drugiego człowieka.

Studniówka VLO 2004Moją klasę zawsze uważałam za wyjątkową. Humaniści z niespotykanym procentem pierwiastka męskiego (klasy humanistyczne w V LO, gdzie się uczyłam, były zazwyczaj żeńskie) i zamiłowaniem do muzyki (zdaje się, że niejeden zespół w garażu tam brzdąkał). Rozśpiewani, roztańczeni, rozegrani rozjechaliśmy się po świecie, rozpełzliśmy po Polsce, a i ci, którzy zostali w rodzinnym Białymstoku często stali się sobie zupełnie obcy…

Tyle lat minęło, a ja wciąż myślę, że to był piękny czas. Z sentymentem wspominam powiedzonka prof. Łobosia i lekcje łaciny z prof. Jaworem (nadal nie umiem zdania w tym języku powiedzieć), przydomki, jakie nadawali sobie szkolni koledzy, pierwsze zauroczenia i rozczarowania, „bębniarskie” spotkania u Asi, ówczesne przyjaźnie, po których zostały dziś tylko zdjęcia…

Ciekawa jestem co się stało z tymi ludźmi? Gdzie są? Co robią? Jak im się w życiu ułożyło? Czy są lub choćby bywają tak szczęśliwi i roześmiani, jak 7 lutego 2004 roku?

foto główne: unsplash.com

Join the discussion

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *