ta sama rzeka

Znacie to powiedzenie „Nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki”? Przez ostatnie lata byłam przekonana, że wiem, co to znaczy. Nie wracamy do pracy w miejscu, które zostawiliśmy, nie wiążemy się z tą samą osobą, nie angażujemy się w te same projekty… Ostatnio jednak zostałam zaproszona na zajęcia dla studentów filozofii. Słowa prowadzącej uświadomiły mi, że to zdanie to bzdura. „Ta sama rzeka” nie istnieje.

Świat jest w ciągłym ruchu. Wszystko się zmienia – wygląd rodzinnego miasta, ludzie, których znamy, priorytety w naszym życiu… My też się zmieniamy. Żaden dzień się nie powtórzy, nie ma takich samych spotkań, a podróż w to samo miejsce za każdym razem może wywołać inne emocje. Skąd więc strach przed „wchodzeniem dwa razy do tej samej rzeki”? Skąd strach przed czymś, czego nie ma?

Cóż… błędem nie jest powracanie do ludzi, miejsc, zdarzeń z przeszłości. Problem w tym, że wracając, niesiemy za sobą bagaż wspomnień i oczekiwań. Wspaniały dom dziadków, zapamiętany z dzieciństwa, po latach może się wydać jedynie starą ruderą. Dlaczego? Ponieważ w głowie mamy perspektywę dziecka. Egzotyczne wakacje, wspominane przez całe życie jako niezwykła przygoda, „powtórzone” po latach mogą się okazać niezwykle męcząca i nudną wyprawą. Dlaczego? Bo oczekujemy, że znów towarzyszyć nam będzie młodzieńcza ekscytacja. Spotkanie z, idealizowaną przez lata, pierwszą miłością, może być rozczarowujące, gdy w brzuchu nie zatańczą motyle, a rozmowa nie będzie się kleić.

Nie umiejąc pozbyć się wspomnień, oczekiwań i wyobrażeń, wpadamy w pułapkę. Czujemy się zawiedzeni, rozgoryczeni i zniechęceni. By tego uniknąć, ludzkość stworzyła sobie „tę samą rzekę” i ostrzegła przed wchodzeniem do niej ponownie.

A gdybyśmy umieli oddzielić przeszłość od teraźniejszości? Gdybyśmy powrót do dawnego miejsca pracy, potraktowali jako całkowicie nowe wyzwanie? Gdybyśmy w relacjach z drugim człowiekiem nie odnosili się do tego, co było, a co spowodowało, że nasze drogi się rozeszły? Czy poznając obcą osobę, mielibyśmy wobec niej takie same oczekiwania, jak wobec kogoś, z kim kiedyś coś nas łączyło? Idę o zakład, że większość osób odpowie „nie”…

To błąd, bo jedynie czysta karta pozwala zacząć coś po raz drugi. Tylko w ten sposób możemy racjonalnie ocenić czyjeś zachowanie lub stwierdzić, czy pasują nam oferowane warunki. Jeśli w przypadku nieznanej firmy, nie zgodzilibyśmy się na pensję poniżej pewnego poziomu, to dlaczego mamy się na to godzić w przypadku instytucji, gdzie już pracowaliśmy? Przecież nie tego chcemy! Jeśli nowo poznany chłopak nie daje żadnego sygnału, że jest zainteresowany spotkaniem  – nie czekamy, idziemy dalej. Dlaczego więc z uporem maniaka wpatrujemy się w telefon, oczekując, że „były” się odezwie? Przecież wiemy, że zasługujemy na uwagę i zainteresowanie.

Nie traćmy głowy Panowie i Panie. Uczucia to fatalni doradcy. Tęsknota, strach, potrzeba stabilizacji prowokują nas do zachowań, na które w innych okolicznościach pewnie byśmy się nie zdecydowali. Zanim podejmiecie działania lub ich zaniechacie, przystańcie na chwilę, weźcie trzy głębokie wdechy i jasno określcie, czego tak naprawdę chcecie w życiu. Nie bójcie się wchodzić do „tej samej rzeki” – ona nigdy nie będzie taka sama, ale też nie gódźcie się na mniej niż zasługujecie, przez wzgląd na dawne czasy – prawie miłość, pół pensji, ćwierć przyjaźni… chyba nie o to Wam chodzi?

Foto: unsplash.com

Join the discussion

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *