Moja szuflada

W ulu zawrzało. Nie po raz pierwszy i zapewne nie po raz ostatni. Trutnie dużo bzyczały, licząc, że ktoś je w końcu zauważy, a robiły tyle, co zawsze – niezbędne minimum. Robotnice bzyczały głośniej niż zwykle, bo i pracy przybyło, uwijać się więc trzeba było jak w ukropie. Młode z kolei, nie tak dawno wymagające opieki larwy, zaczynały bzyczeć coraz śmielej, stając się pełnoprawnymi członkami pszczelej rodziny. Wrzało.

Continue reading „wrzenie”

Kulturalnie

Kolejne moje spotkanie z „Miłkowym” pisaniem. Tym razem trzy opowiadania, całkiem zgrabne, choć tworzące rzecz niejednorodną. Nie na darmo pojawia się w tytule Ritz. Jeśli ktoś kiedykolwiek oglądał zdjęcia przedwojennego Białegostoku, wcześniej czy później musiał trafić na fotografię hotelu Ritz. Hotelu, którego już nie ma. To właśnie wokół białostockiego Ritza „dzieją się” dwa (pierwsze) opowiadania.

Continue reading „„kosmos w ritzu” – miłka o. malzahn”

Moja szuflada

***

niebyt. opadam w niebyt. na zakręcie pamięci wciąż tli się spalany przez niego papieros, na tle atramentowego nieba usianego gwiazdami, które utknęło w ramie tamtego okna, uparcie nie pozwalającego się zamknąć w szufladzie wspomnień. niebiesny, niebowy, niebny atrament wylewa się powoli, ścieka po zewnętrznej ścianie szuflady, zalewając ostatni blask ostatnich gwiazd w jego oczach. cisza. ogromna. wszechobecna. wszędobylska. nasza. nieme preludium krzyku. cały blask gwiazd przetacza się w stal. tak dobrze leży w jego dłoni. tak lśni czystością, sumiennością, precyzją pchnięć, cięć, dociśnięć. bez pośpiechu. kunsztowny wzór w jego głowie na mojej twarzy, rękach, brzuchu. misterny witraż wrażeń, gra światła na brzegu ostrza, jedność bytów. jęk bytów, jęk. nieśmiały, niepewny, pierwszy. cios. atrament nieba niespiesznie plami lewe oko. ring. seria. nos, brzuch, policzek, oko, skroń. cisza. czerwona łuna lampy na podłodze. kap, kap, kap, kap. oddech. swąd spalenizny. niedopałek, niedorobek, niedostatek. stop. nienaturalne wygięcie, trzask. cisza, krzyk, jęk, cisza. cisza. cisza. cisza. stal. stal. stal. cisza. mrok. niebyt. opadam w niebyt. na zakręcie pamięci wciąż tli się spalany przez niego papieros… Continue reading „papieros”

Moja szuflada

Do kawiarni „Miodowa” Jagoda trafiła przypadkiem. Nie takim „przypadkiem” zmyślonym na potrzeby zakochanych nastolatek, godzinami wystających przed knajpą, by zobaczyć swój studencki obiekt uczuć, a w końcu w akcie desperacji konstruującymi ów „przypadek”, by choć przez chwilę dojrzeć bożyszcze brylujące w towarzystwie rozochoconych studentek. Przypadek Jagody był przypadkiem rzeczywistym, bo też inaczej być nie mogło. Jagoda nie była bowiem nastolatką, a i studenci do „Miodowej” chadzali raczej nielicznie, no chyba, że byli to studenci tak zwanych kierunków artystycznych, studiów doktoranckich lub zabłąkane dusze.

Continue reading „miodowa”

Kulturalnie

Zbiór opowiadań, których wspólnym mianownikiem jest Barcelona. Każde z nich jest inne, na swój sposób oryginalne. Różnią się stylistyką, sposobem narracji, choć wszystkie ukazują mroczną, często nieznaną stronę hiszpańskiej metropolii. Pełno tu ciemnych zaułków, przemocy, narkotyków i biedy.

Continue reading „„barcelona noir” – pod red. adriany v. lopez i carmen ospiny”