„Kasztanowy ludzik”, czyli całkiem jesienny kryminał

Dawno nie polecałam żadnych seriali, co nie oznacza, że przez rok żadnych nie obejrzałam. Wręcz przeciwnie, było ich co najmniej kilka, z czego 2-3 tytuły warte są polecenia. Tyle, że jak zwykle, życie przyspiesza w najmniej oczekiwanych momentach i brak mi czasu na pisanie postów. Dopiero wredne choróbsko, które uziemiło mnie w domu, sprawiło, że żeby nie zwariować, zaczęłam pisać. Także… słów kilka o „Kasztanowym ludziku”.

Uwielbiam seriale kryminalne. Najlepiej takie z zaskakującym zakończeniem, ciekawymi bohaterami, nieoczywistymi zwrotami akcji i rozsądnie dawkujące napięcie. Wszystkie te oczekiwania spełnił duński serial „Kastanjemanden” czy jak woli anglojęzyczna część świata „The Chestnut Man”.

To tegoroczna produkcja (2021), składająca się z jednej serii (6 odcinków), więc nie zdołałam się znudzić. Główni bohaterowie to dwoje policjantów – pracująca w kopenhaskiej policji Naia Thulin, która właśnie próbuje przenieść się z wydziału zabójstw, by spędzać więcej czasu z córką oraz tymczasowo oddelegowany do Kopenhagi funkcjonariusz Interpolu Mark Hess. Zostaje im przydzielona sprawa brutalnego zabójstwa. Zwłoki młodej kobiety, z odciętą dłonią, zostają znalezione na placu zabaw. Niedaleko ciała, śledczy zauważają figurkę kasztanowego ludzika.

Tego samego dnia, po rocznej przerwie, do pracy wraca minister polityki społecznej Rosa Hartung, której dwunastoletnia córka została uprowadzona i zamordowana przez odsiadującego wyrok Linusa Bekkera.

Choć początkowo te dwa wątki wydają się być niepowiązane, jak łatwo się domyśleć, splotą się ze sobą w kolejnych odcinkach. Nie zamierzam zdradzać więcej, ale muszę przyznać, że serial oglądało mi się naprawdę dobrze.

Całość tej opowieści składa się z kilku perspektyw – z jednej strony mamy śledztwo: kolejne tropy, podejrzani, szukanie elementów układanki, przygotowanej przez zabójcę, z drugiej – rodzinę Hartungów, próbującą pozbierać się po stracie dziecka i rozpocząć życie na nowo, gdzieś w tle – prywatne życie Thulin i Hessa.

Przyzwoita gra aktorska (Danica Ćurčić – Thulin, Mikkel Boe Følsgaard – Hess, Iben Dorner – Rosa Hartung, Esben Dalgaard Andersen – Steen Hartung), umiejętnie dawkowane napięcie, wciągająca intryga sięgająca korzeniami do przeszłości oraz zaskakujące  zakończenie  – te wszystkie elementy sprawiły, że choć w tej opowieści nie ma niczego nowatorskiego (myślę, że możemy mówić o odtworzeniu pewnego schematu skandynawskich kryminałów), widz nie czuje się rozczarowany.

Jeśli ktoś lubi tego typu produkcje, nie zawiedzie się. Naprawdę przyzwoita, kryminalna rozrywka, nie tylko na jesień, choć… właśnie jesienią ogląda się „Kasztanowego  ludzika” szczególnie.

Serial dostępny jest na platformie Netflix.

Photo by Sayan Ghosh on Unsplash

Join the discussion

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.