„co na siebie włożyć?” – problem, którego nie mam

Kiedyś wykazywałam znacznie więcej zrozumienia, gdy przyjaciółka kolejny raz mówiła: „Nie mam czego nałożyć! To nie pasuje, tamto też nie pasuje, a w tym wyglądam beznadziejnie”. Wykazywałam zrozumienie, bo niemal codziennie przeżywałam to samo. Dziś jestem starsza i mniej tolerancyjna dla tego typu zjawisk. Ostatnio podobna sytuacja przytrafiła mi się kilka miesięcy temu, gdy szłam na galę do opery. Byłam osobą towarzyszącą, nie chciałam więc narobić wstydu mojemu partnerowi – skończyło się kupnem sukienki. Jednak w większości przypadków, powiedzenie „Nie mam czego nałożyć!” jest zwyczajnym kłamstwem. Uwierzyłabym, gdybyśmy wszyscy mieli po jednym t-shircie i nie zdążyli zrobić prania, ale większość ludzi, jakich znam (z JEDNYM wyjątkiem!) ma tyle ubrań, że producenci ich szaf nawet w najśmielszych wizjach nie przewidzieli, że da się tam upchnąć taką ilość materiału!

Żeby była jasność – nie jestem pod tym względem wyjątkiem, ale znalazłam sposób, by zapanować nad chaosem. Wszystko dzięki moim rodzicom, którzy pewnego pięknego dnia podarowali mi… wieszak na ubrania. W dodatku na kółkach. Ten prosty przedmiot stał się moją zewnętrzną szafą. Raz w tygodniu nurkuję w czeluściach mojej „szafy właściwej”, wyławiam wszystkie potrzebne części garderoby, prasuję i lokuję na wieszaku.

Początkowo tworzenie przemyślanych kompozycji sprawiało nieco trudności, dziś już nie sprawia żadnych. Wybieram rzeczy tak, by móc je swobodnie ze sobą łączyć. Oprócz ubrań codziennych – do pracy (na szczęście mogę tu sobie pozwolić na sporą swobodę), zawsze uwzględniam sytuację bardziej oficjalną, więc mam w pogotowiu dyżurną spódnicę i żakiet. Zapominamy też o sile dodatków – te same ubrania zestawione z innymi butami i biżuterią zupełnie zmieniają swój charakter.

Nie jestem modowym guru (raczej zaprzeczeniem tego określenia), większość życia przeżyłam jako szara myszka i nadal nie lubię, gdy wszystkie oczy zwrócone są na mnie. Lata zajęło mi też wyjście poza schemat, moda to dla mnie przede wszystkim zjawisko socjologiczne. Nie interesują mnie aktualne trendy, za to bardzo interesuje mnie mój komfort psychiczny. Ponieważ jednak jestem zbyt sentymentalna, by zrobić czystkę w szafie i pozbyć się ulubionej koszulki sprzed 10 lat, pozwoliłam sobie na rozwiązanie tymczasowe (mam nadzieję) w postaci wieszaka. Dzięki temu oszczędzam czas i nerwy, a przy okazji pieniądze – nagle okazało się, że właściwie niczego nie potrzebuję, a dziesięć topów na lato to aż nadto.

Foto: okiemwariata/justyna sawczuk

Join the discussion

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *