„farma heidy” – steinunn sigurđardóttir (wideo)

Bardzo lubię ładne okładki. Serio, znakomicie prezentują się na mojej półce z książkami. Niestety, rynek wydawniczy od dawna jest przepełniony i świetna okładka oraz porywający opis wydawcy to dziś stanowczo za mało, by przymknąć oko na niedostatki w treści. Tak czy inaczej, w tym przypadku pewne jest jedno – Wydawnictwo Kobiece zrobiło kawał porządnej, marketingowej roboty.

Tę książkę dostałam w prezencie. Od razu spodobał mi się sielski obrazek na okładce, a i opis załączony przez wydawcę był obiecujący. Pewnie gdybym trafiła na nią w księgarni, szukając prezentu dla przyjaciółki, kupiłabym ją nie w pełni świadoma tego, co czynię, gdyż „Farma Heidy” okazała się moim największym literackim rozczarowaniem tego roku.

Zanim jednak słów kilka o samej książce, musicie wiedzieć, że główna bohaterka „Farmy Heidy” istnieje naprawdę, to islandzka działaczka na rzecz ochrony przyrody, zaangażowana (jak sama twierdzi bardziej z przymusu niż z wyboru) politycznie, kobieta która zamiast kariery modelki wybrała trudne życie hodowcy owiec – Heiđa Guđny Ásgeirsdóttir. Czym jest lub miała być książka „Farma Heidy” trudno jednoznacznie orzec – jest poniekąd pamiętnikiem, poniekąd reportażem, a poniekąd opowieścią o dziewczynie, która wróciła w rodzinne strony, by tam osiąść i żyć blisko natury.

A więc od początku… Promowany na okładce wątek rezygnacji z modelingu na rzecz życia na islandzkiej wsi funkcjonuje w tej książce zaledwie jako niewielka wzmianka, więc od razu uznałam to za całkiem skuteczny chwyt marketingowy. Sporo jest natomiast dość szczegółowych opisów prac gospodarskich, oddać więc trzeba sprawiedliwość głównej bohaterce i autorce – „Farma Heidy” uświadamia jak wyczerpująca, mozolna i trudna jest praca hodowcy owiec, i jak bardzo farmerzy zależni są od natury. Zresztą opisów potęgi i piękna islandzkiej przyrody tu nie brak. Heida nieustannie podkreśla jak ważna jest jej ochrona.

Niestety, jeśli ktoś nie zna Islandii, konieczne będzie wzięcie do ręki mapy terenów, o których opowiada główna bohaterka – używa takiej ilości nazw, że trudno się w tym połapać. Podobnie rzecz się ma z walką Heidy o to, by w pobliżu jej farmy nie powstała elektrownia – wydawcy obiecują opis heroicznej walki o ochronę dóbr naturalnych Islandii, tymczasem owego heroizmu jakoś w książce nie zauważyłam, jest za to sfrustrowana, wściekła kobieta, nierozumiejąca prawniczego języka, używanego przez inwestora, widząca w jego działaniach próbę manipulacji lokalną społecznością i w związku z tym rozpoczynająca swoją polityczną „karierę”, by móc mieć wpływ na przyszłe wydarzenia. O tym jak wyglądały kontakty głównej bohaterki z firmą planującą budowę, o podejmowanych przez nią działaniach dowiadujemy się z opowieści tak chaotycznej, że nie lada wysiłku wymaga od czytelnika choćby próba odtworzenia co tak naprawdę się wydarzyło.

Niewątpliwym plusem tej książki jest nakreślenie zasad według jakich funkcjonuje mała, islandzka, wiejska społeczność. Ich solidarność i wzajemna pomoc, objawiająca się zwłaszcza w obliczu sił natury, ale też potrzeba przestrzeni i indywidualizm. Heida kilkakrotnie wspomina o tym, że ludzie w różnych zakątkach Islandii różnią się od siebie pod względem cech charakteru i sposobu bycia. Choć sama nie jest zbyt wylewna, wyraźnie widać że czuje więź z mieszkańcami „swojej” wsi.

Ta historia byłaby pewnie całkiem przyjemna, gdyby nie ten koszmarny, kanciasty język. Nie wiem czy to tłumacz się nie popisał, czy może w oryginale chodziło o zwrócenie uwagi na język, jakim posługuje się główna bohaterka. Po polsku zdecydowanie nie wyszło – zwłaszcza czytając pierwszą połowę książki, miałam wrażenie jakbym miała przed sobą sprawozdanie z realizacji zadania. Podejrzewam, że w części drugiej wcale nie jest lepiej, tyle że ja przestałam to już zauważać… Sytuacji nie ułatwia irytujące żonglowanie czasami – Heida raz mówi o czymś w czasie przeszłym, innym razem w teraźniejszym. O ile jest to zrozumiałe, gdy chodzi o np. wspomnienia z dzieciństwa, o tyle nie bardzo widzę uzasadnienie dla tego zabiegu (różnicowania czasów) w innych miejscach. Ostatecznie przecież cała ta książka bazuje na wspomnieniach, opisuje pewien okres z życia Heidy, coś co już było.

No i na koniec wisienka na torcie – poezja Heidy, wtrącana z uporem maniaka w różnych momentach tejże opowieści. Jestem w stanie uzasadnić istnienie tego produktu lirykopodobnego, tak jak istnienie wyrobów czekoladopodobnych. Jedyne czemu te wierszyki mogłyby służyć, to uciesze słuchaczy, pod warunkiem wszakże, że posiadają całkowicie odmienny od mojego rodzaj poczucia humoru. Mnie nawet nie bawiły, były po prostu żenująco żałosne.

Tak więc… nie jestem w stanie pojąć zachwytu nad tą książką, a kiedy czytam że „(…) zrobiła furorę w Islandii, w tamtejszej prasie okrzyknięta arcydziełem” poważnie się zastanawiam nad jakością islandzkiej literatury.

Ostatecznie jednak nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło – na półce wygląda ślicznie.

Opis Wydawcy:

Superbohaterka z Islandii – historia kobiety, która swoją walką o dobra naturalne nakreśla przepiękny obraz otaczającego ją świata.

Wizja kariery modelki na wybiegach Nowego Jorku okazała się mało atrakcyjna dla Heidy Ásgeirsdottír. Dziewczyna postanowiła powrócić w rodzinne strony – i to nie do modnego Reykjaviku, ale do odległej farmy u stóp islandzkich wyżyn. Odtąd swój czas poświęcała na wyczerpujące prace gospodarskie, w tym uprawę ziemi i hodowlę stada pięciuset owiec. To właśnie tu, w miejscowości sąsiadującej z wulkanem Katla, nieśmiała i skromna dziewczyna zmieniła się w silną i pewną siebie kobietę, która podjęła heroiczną walkę o ochronę dóbr naturalnych Islandii.

Teraz całą swoją energię poświęca temu, aby przekonywać polityków i mieszkańców do bojkotowania pomysłów koncernów energetycznych i innych firm, które zagrażają tamtejszym ekosystemom. Idąc pod prąd i narażając się na potworną krytykę, Heida skutecznie przeciwstawia się finansowym potentatom, dzięki czemu została uznana za lokalną superbohaterkę.

Tytuł: Farma Heidy

Autor: Steinunn Sigurđardóttir

Wydawca: Wydawnictwo Kobiece

Rok wydania: 2019

Tytuł oryginału: Heiđa – fjalldalabóndinn

Tłumaczenie: Jacek Godek

Oprawa: miękka ze skrzydełkami

Ilość stron: 315

ISBN: 978-83-66436-15-2

Join the discussion

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *