o pytaniach, których nie należy zadawać

Kiedy ślub? Jesteś w ciąży? Przytyłaś/Schudłeś? Ile zarabiasz? Jesteś chory? Jak często zdarza Wam się słyszeć te i inne, podobnego typu pytania? Mnie dość często, zwłaszcza że całe życie jestem szczupła, więc przeżyłam wszelkiej maści komentarze, dotyczące mojego wyglądu, z podejrzeniami o anoreksję włącznie. Co prawda, wraz z upływem lat zdążyłam się na to uodpornić, ale bez trudu jestem w stanie sobie wyobrazić jak czuje się ktoś, kto jest wiecznie nagabywany, strofowany, pytany i oceniany, choć ma ograniczony wpływ na sytuację, w której się znalazł. Mówiąc w skrócie – słowa ranią. Szkoda, że bezmyślność nie boli tych, w których zachowaniu się przejawia.

Ludzkie wścibstwo nie zna granic ani… taktu. Zadziwia mnie z jaką niefrasobliwością padają pytania o prywatne sprawy nie tylko członków rodziny, ale też znajomych czy współpracowników. Choć takie wypytywanie może wydawać się dość niewinne, bywa że wpędza rozmówcę w zakłopotanie, stawia go w niezręcznej sytuacji lub wywołuje silne emocje, gdy dotyczy spraw trudnych lub bolesnych.

O ile jestem w stanie zrozumieć, że pytania o relacje ze współmałżonkiem czy zarobki pojawiają się w rozmowach z bliskimi członkami rodziny lub przyjaciółmi, o tyle nie mieści mi się w głowie, że można pytać o takie rzeczy ludzi, których znamy krótko lub tylko powierzchownie. Wychodzę z założenia, że jeśli ktoś będzie chciał mi się zwierzyć – zrobi to bez moich wścibskich pytań lub zbędnych komentarzy.

Jednym z  przykładów totalnego braku wyczucia jest pytanie o to „kiedy dzieci?”. Niestety, to jeden z najczęstszych tematów podczas rodzinnych spotkań. Że też w maleńkim móżdżku tych wszystkich babć i ciotek nawet nie zalęgnie się myśl, że pytana być może jest bezpłodna, być może nie mając szans na zostanie matką, przeżywa z tego powodu tragedię. Do końca życia nie zapomnę słów mojej przyjaciółki, która o podobnym problemie opowiedziała mi po latach i ze łzami w oczach podziękowała, że nigdy jej o to nie zapytałam.

Jak to możliwe, że nikomu do głowy nie przyjdzie, że pytanie o ślub może być bolesne, że  kryje się za tym jakieś rozczarowanie, niespełnione marzenie lub traumatyczne przeżycia. Sama popełniłam podobny nietakt, pytając dawno niewidzianego kolegę o datę zaślubin. W odpowiedzi usłyszałam, że rozstał się z narzeczoną. Nie pytajcie jak głupio się poczułam… i nawet nie chcę myśleć jak poczuł się on.

Kolejne „urocze” zachowanie, częste zwłaszcza w zakładach pracy to dociekanie na co zachorował jeden z kolegów. Nieważne czy ma migrenę, grzybicę, wrzody żołądka czy wylądował w psychiatryku – tego typu informacje to dane wrażliwe i nic nikomu do tego. Zwłaszcza, że ludzie nie chorują z wyboru. Nieraz przez lata zmagają się w ciszy z niewyobrażalnym cierpieniem, strachem i różnego rodzaju dolegliwościami. Skoro nie chcą o tym mówić, jakie mamy prawo zadawać im ból swoimi pytaniami?

Podobnie wątpliwej jakości wydają mi się pytania o: zarobki, relacje z szefostwem, wyznanie, poglądy polityczne i byłe związki. Oczywiście, ludzie mają różną wrażliwość – to, co dla jednej osoby jako temat dyskusji nie stanowi problemu, dla innej jest tematem tabu. Najważniejsze byśmy zdobyli się na nieco empatii i nie wymuszali na innych odpowiedzi na niewygodne dla nich pytania.

Photo by Priscilla Du Preez on Unsplash

 

Join the discussion

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *