singiel nie znaczy samotny

Choć mamy XXI wiek, mam wrażenie, że mentalność części społeczeństwa zatrzymała się na poziomie średniowiecza. No, ewentualnie na poziomie lat 80. XX wieku, gdy do osiągnięcia pełni szczęścia niezbędne było posiadanie mieszkania, samochodu marki Fiat, współmałżonka i dzieci. Ludziom, tak właśnie definiującym szczęście, trudno jest pojąć, że można je odczuwać również bez własnego mieszkania i samochodu, a co gorsza bez współmałżonka i dzieci. A już całkiem nie mieści im się w głowie, że ktoś mógłby świadomie wybrać bycie singlem. Ich zdaniem bowiem singiel = samotny.

Bycie samotnym człowiekiem to naprawdę kiepska sprawa – brak towarzystwa, konieczność radzenia sobie z codziennymi obowiązkami bez wsparcia ze strony drugiego człowieka, bycie zdanym na siebie w przypadku choroby, niemożność dzielenia się swoimi radościami i troskami. Samotności towarzyszy często apatia, zniechęcenie, czasami agresja, często depresja. Rzecz w tym, że nieposiadanie partnera nie jest równoznaczne z byciem samotnym, podobnie jak bycie w związku nie wyklucza odczuwania samotności.

Znam mnóstwo związków – formalnych bardziej lub mniej – w których ludzie są ze sobą z przyzwyczajenia, poczucia obowiązku, ze względu na złożoną przysięgę, wspólny majątek lub dzieci. Użyłam sformułowania „są ze sobą”, ale tak naprawdę żyją obok siebie. Jedzą przy tym samym stole, śpią w tym samym łóżku, a mimo fizycznej obecności drugiej osoby, są samotni. Nie rozmawiają ze sobą, nie współodczuwają, nie dzielą pasji…

Znam też tzw. singli, których domy tętnią życiem, którzy mają grono przyjaciół, a jednocześnie cieszą się wolnością i niezależnością. To ludzie, którzy realizują swoje marzenia, mają pasje, czują się szczęśliwi i spełnieni, i na pewno NIE CZUJĄ SIĘ SAMOTNI.

To czy ktoś czuje się samotny czy też nie, nie jest zależne od stanu cywilnego ani ilości znajomych. Czułam się samotna, będąc w tłumie. Byłam też samotna, będąc w związku. Tak więc uprasza się wszystkich życzliwych, z całym sztabem przyjaciół, babć, dziadków, ciotek, wujków,  matek, ojców, braci i sióstr o zaprzestanie podejmowania prób uszczęśliwiania kogokolwiek na siłę. Pora uznać prawo innych do decydowania o własnym życiu.

Foto: unsplash.com

2 comments

  • Trafiłaś w sedno! 🙂 Ubiegłas mnie, a jednocześnie dałas motywację, bo temat singli chodzi mi już po glowie jakiś czas i mialam też o tym napisać. Też znam spełnionych singli Z WYBORU i samotnych w związku. Temat rzeka! Na szczęscie ludzie powoli przestają myśleć stereotypami i patrzeć podejrzliwie lub ze współczuciem na „samotnych” 🙂 Pozdrawiam
    Aga

    • Ta zmiana w myśleniu rzeczywiście jest zauważalna, ale wciąż jeszcze, zwłaszcza w mniejszych miejscowościach i wśród tzw. seniorów rodów, króluje przekonanie, że szczególnie kobieta jako ta słabsza płeć potrzebuje wsparcia w postaci mężczyzny u boku, a poczucie szczęścia i spełnienia może sobie zapewnić jedynie wychodząc za mąż (najlepiej bogato) i rodząc dzieci (najlepiej gromadkę). I na nic rozmowy, tłumaczenie, przekonywanie, że bycie singlem to nie koniec świata, kara boska ani klątwa rzucona przez złośliwą sąsiadkę (zwłaszcza na Podlasiu), ale wybór… A temat rozwiń koniecznie u siebie na blogu – ciekawa jestem Twoich spostrzeżeń. Pozdrawiam ciepło Agnieszko 🙂

Join the discussion

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *