Moja szuflada

Nie rozumiała, co ludzie widzą w tych całych Mazurach… Ot, trochę drzew, kilka jezior i chmary komarów. Jechała tam ciesząc się z wolnego weekendu, ale „bez przekonania” co do wyboru lokalizacji. Dobrze, że przynajmniej rowery wpakowali „na pakę” – może nie zginą z nudów (oni, nie rowery). Wtedy jeszcze nie wiedziała, że wracając Mazury zabierze ze sobą. W sercu…

Continue reading „mazurskie zauroczenie”

Myśli nieuporządkowane

Dalekie podróże, auto, kolejny szczebel na ścieżce zawodowej kariery… – tak dziś ludzie definiują szczęście. Ostatnio miałam okazję przypomnieć sobie, że ta definicja należy do kategorii nieporozumienie. Szczęście bowiem składa się z drobinek – chwil spędzonych z rodziną i przyjaciółmi, szczerych rozmów, herbaty wypitej niespiesznie na werandzie o poranku, widoku wschodzącego słońca, chłodu rosy na bosych stopach…

Continue reading „drobinki szczęścia”

Moja szuflada

W ulu zawrzało. Nie po raz pierwszy i zapewne nie po raz ostatni. Trutnie dużo bzyczały, licząc, że ktoś je w końcu zauważy, a robiły tyle, co zawsze – niezbędne minimum. Robotnice bzyczały głośniej niż zwykle, bo i pracy przybyło, uwijać się więc trzeba było jak w ukropie. Młode z kolei, nie tak dawno wymagające opieki larwy, zaczynały bzyczeć coraz śmielej, stając się pełnoprawnymi członkami pszczelej rodziny. Wrzało.

Continue reading „wrzenie”