Temat kontroli powracał do mnie przez lata. Lubiłam mieć plan na wszystko: kolejne szczeble edukacji, życie prywatne, rozwój kariery zawodowej, realizację marzeń itd. Każde niepowodzenie lub konieczność zmiany przyjętych założeń doprowadzały mnie do palpitacji serca. Każda utrata kontroli wywoływała atak paniki. Do czasu, gdy odkryłam coś znacznie lepszego niż kontrola – zaufanie.

Tegoroczna wiosna przyniosła ze sobą mieszaninę dobrych i złych wiadomości, ale przede wszystkim pokazała na jak wiele czynników nie mam wpływu. Gdyby TA wiosna przytrafiła mi się jakieś dziesięć lat temu, najprawdopodobniej zakończyłaby się srogim atakiem nerwicy, bo przez lata odchorowywałam utratę kontroli nad nawet najmniejszym elementem mojego życia.
Dziesięć lat to jednak wystarczająco długo, by znalazło się co najmniej kilka doświadczeń, wymuszających zamianę kontroli na zaufanie. Bo w obliczu niemocy niewiele więcej pozostaje. Liczymy wówczas na wiedzę i doświadczenie innych ludzi, boską opatrzność lub szczęście. Nie inaczej było ze mną.
Nie jestem alfą i omegą, nie znam się na medycynie, bankowości, rynku nieruchomości, handlu czy fizyce kwantowej. Nie wiem co wydarzy się jutro, nie mam monopolu na rację, wpływu na pogodę ani wybory innych ludzi. Kiedy brak mi wiedzy i umiejętności, by podjąć działanie, pozostaje zaufać, że wszystko ułoży się najlepiej jak to możliwe.
Nie oznacza to bierności, a powstrzymanie się przed podejmowaniem decyzji pod wpływem emocji. Zaufanie przynosi spokój, a ten sprzyja znajdowaniu rozwiązań, dostrzeżeniu niezauważonych wcześniej możliwości, odpowiednich ludzi lub sprzyjających okoliczności.
Może brzmi to nieco magicznie, ale wielokrotnie przekonywałam się, że im bardziej się starałam, by coś się udało, tym gorsze były efekty. Sama na siebie nakładałam trudną do zniesienia presję. A wystarczyło nieco odpuścić, by sprawy zaczęły się układać.
Tej wiosny na wiele rzeczy nie mam wpływu, a jednak ufam, że wszystko będzie tak, jak ma być. Może nie zawsze łatwo i komfortowo, ale wedle najlepszego scenariusza…





Spodnie – Levis, Bluzka z długim rękawem – NA-KD, Kurtka – Ochnik, Buty – Lasocki/CCC,
Torebka – wkład do shopera – Answear, Chusta – wyciągnięta z czeluści szafy własnej,
Kolczyki – Maha, Okulary – Mohito, Pasek – Sobieski Design
Fot. Andrzej Androsiuk